Wilde Leck – sedno klasycznego alpinizmu.

Wróciłem kilka dni temu z gór i postanowiłem coś „naskrobać”. Od kilku lat staram się wynajdywać w Alpach szczyty z zasady „upierdliwe”, trudniej dostępne ale w zamian oferujące chociaż trochę swojej pierwotności i co najważniejsze brak tłumów a wręcz przeważnie niepokojące osamotnienie. Zasadą pozostaje także to, że tzw. droga normalna pokonana może być tylko w zejściu. Tym razem naszym celem na przełomie sierpnia i września stał się Wilde Leck (3361m n.p.m.) położony w Alpach Sztubajskich. Czytaj dalej

Alpejskie duo – Pollux i Roccia Nera

Pochmurnym wieczorem ostatniego dnia czerwca ekipą w składzie: Magda Zielińska, Justyna May, Maciej Boguś i Przemo Kęsy wyruszamy z Poznania w stronę Alp. Po 17-godzinnej podróży, chwilę po godzinie 13 meldujemy się w urokliwej włoskiej miejscowości, Saint Jacques. Naszym celem tego dnia jest dotarcie do schroniska Rifugio Guide della Val d’Ayas na wysokości 3 420 m. Parkujemy auto za miejscowym kościółkiem, szybko przepakowujemy plecaki i ruszamy na szlak. Według oznakowań dojście do schroniska ma nam zająć nieco ponad 6 godzin. W rzeczywistości, zmęczeni całonocną jazdą i ciężarem dźwiganego bagażu, docieramy na miejsce późnym wieczorem, po blisko 8 godzinach dreptania.  Czytaj więcej…

CZTEROTYSIĘCZNIKI NA POGODNY WEEKEND – RELACJA JACKA WICHŁACZA

Właściwie to weekend 10-11 czerwca br. miałem spędzić normalnie – czyli w domu. Był przewidywany deszcz i wiatr. Normalnie, jak to weekend w Poznaniu. Ale alpejska prognoza pokazywała co innego. Totalna „lampa”! Aż tu w piątek rano zadzwonił Maciej . Są chętni na wyjazd w Alpy na czterotysięczniki np. na Dent du Geant. Może pojedziemy? Ten szczyt mam już „zaliczony”, więc jeśli już, to może jakieś inne szybkie i „ łatwe” czterotysięczniki w 2 dni.

Czytaj dalej…

Sześciopak alpejski

6

Pod tym nieco kulturystycznym tytułem kryje się krótka relacja z naszego kolejnego wyjazdu, którego celem były czterotysięczniki Alp Walijskich.
Uczestnikami wyjazdu byli: Siergiej Duriagin, Krzysztof Krzyżostaniak, Remigiusz Rajewski i Radosław Sołtykowski. Jako cel zasadniczy (który mieliśmy zrealizować w II-im etapie wyjazdu) określiliśmy wejście na Matterhorn (4478 m) granią południowo-zachodnią (grań Lion). W pierwszej fazie wyjazdu zaplanowaliśmy 2 dni na wejścia aklimatyzacyjne łatwiejszymi drogami na 2-4 szczytów czterotysięcznych położonych w centralnej części głównego łańcucha Alp Walijskich.  CZYTAJ DALEJ… 

Relacja filmowa tutaj:

Kolejna jesień w Yosemitach

DCIM129GOPROUczestnicy: Sławek Szlagowski (KW Poznań) oraz Piotrek Sułowski (KW Warszawa), termin 1 października – 4 listopada 2015

Jak co roku głównym celem wyjazdu było nabycie kolejnych  umiejętności we wspinaczce hakowej, pokonanie jednej lub dwóch dróg na El Capitanie w Dolinie Yosemite. Plan został zrealizowany 🙂

W dolinie spędziliśmy  trzy tygodnie. Pierwsze dni upłynęły nam na sportowym wspinaniu w okolicznych skałkach. Po przygotowaniu sprzętu, wody, jedzenia itp. przyszedł czas na Zodiac’a (C3+/A3, 600m). Jest to bardzo znana i popularna linia w prawej części ściany. Pierwszego dnia zaliczamy 7 wyciągów. Po 6-tym wyciągu rozkładamy portaledg’a (to nasza pierwsza noc w tym urządzeniu  i chyba najbardziej komfortowa z pośród wszystkich nocy jakie spędziliśmy do tej pory w wielkiej ścianie :)). Podczas drugiego dnia wspinania udaje nam się przehaczyć kolejne 4 wyciągi (tempo spada wraz ze wzrostem trudności ). Na szczycie meldujemy się po niecałych 3 dniach wspinania (trzeciego dnia byliśmy na szczycie o godzinie 15:00).

Druga i zdecydowanie bardziej wymagająca droga, którą udaje nam się zrobić to Zenyatta Mondatta (A4-, 600m). Pierwsze przejście tej lini należy do legendy Jim’a Bridwell’a w 1981 roku. Ciekawostką jest fakt, że nazwa drogi pochodzi od trzeciej płyty zespołu „The Police”. Wspinanie miało porwać 4 dni (16 wyciągów). Wszystko szło zgodnie z planem aż do 12-tego wyciągu. Pod koniec trzeciego dnia przyszło załamanie pogody, które skutecznie nas unieruchomiło. Ze względu na burzę i obfite opady deszczu nasze przejście przeciągnęło się do 6 dni spędzonych w ścianie. Przez całe dwa dni głównie spaliśmy i zabijaliśmy nudę podjadając. Na nasze szczęście 6-tego dnia się wypogodziło i ściana trochę przeschła. Mogliśmy dokończyć drogę i o świetle czołówek zejść na dół nadrobić stracone kalorie ( batoniki i cały prowiant skończyły się 5-tego dnia).  Na obydwu drogach każdy z zespołu prowadził po 2 lub 3 wyciągi w ciągu dnia, ówcześnie losując przypadające mu wyciągi. Obydwie drogi przeszliśmy bez poręczowania pierwszych wyciągów, co jest powszechną praktyką w Yosemite, a co według nas, istotnie wpływa na styl przejścia.

Po zrealizowaniu głównych celów, czas jaki pozostał nam do odlotu przeznaczyliśmy na wspinanie klasyczne. Zrobiliśmy około 15 jednowyciągowych dróg w Indian Creek (Utah), drogę Fine Jade 5.11a OS 100m na murze The Rectory w Castle Valley (Moab Area) oraz drogi sportowe w Red Rocks nieopodal Las Vegas.

Dziękujemy Polskiemu Związkowi Alpinizmu za wsparcie udzielone naszej wyprawie. Sprzętowo wspiera nas CAMP Polska oraz Rzeszowska Kuźnia Szpeju.