Alpejskie duo – Pollux i Roccia Nera

Pochmurnym wieczorem ostatniego dnia czerwca ekipą w składzie: Magda Zielińska, Justyna May, Maciej Boguś i Przemo Kęsy wyruszamy z Poznania w stronę Alp. Po 17-godzinnej podróży, chwilę po godzinie 13 meldujemy się w urokliwej włoskiej miejscowości, Saint Jacques. Naszym celem tego dnia jest dotarcie do schroniska Rifugio Guide della Val d’Ayas na wysokości 3 420 m. Parkujemy auto za miejscowym kościółkiem, szybko przepakowujemy plecaki i ruszamy na szlak. Według oznakowań dojście do schroniska ma nam zająć nieco ponad 6 godzin. W rzeczywistości, zmęczeni całonocną jazdą i ciężarem dźwiganego bagażu, docieramy na miejsce późnym wieczorem, po blisko 8 godzinach dreptania.  Czytaj więcej…

CZTEROTYSIĘCZNIKI NA POGODNY WEEKEND – RELACJA JACKA WICHŁACZA

Właściwie to weekend 10-11 czerwca br. miałem spędzić normalnie – czyli w domu. Był przewidywany deszcz i wiatr. Normalnie, jak to weekend w Poznaniu. Ale alpejska prognoza pokazywała co innego. Totalna „lampa”! Aż tu w piątek rano zadzwonił Maciej . Są chętni na wyjazd w Alpy na czterotysięczniki np. na Dent du Geant. Może pojedziemy? Ten szczyt mam już „zaliczony”, więc jeśli już, to może jakieś inne szybkie i „ łatwe” czterotysięczniki w 2 dni.

Czytaj dalej…

Sześciopak alpejski

6

Pod tym nieco kulturystycznym tytułem kryje się krótka relacja z naszego kolejnego wyjazdu, którego celem były czterotysięczniki Alp Walijskich.
Uczestnikami wyjazdu byli: Siergiej Duriagin, Krzysztof Krzyżostaniak, Remigiusz Rajewski i Radosław Sołtykowski. Jako cel zasadniczy (który mieliśmy zrealizować w II-im etapie wyjazdu) określiliśmy wejście na Matterhorn (4478 m) granią południowo-zachodnią (grań Lion). W pierwszej fazie wyjazdu zaplanowaliśmy 2 dni na wejścia aklimatyzacyjne łatwiejszymi drogami na 2-4 szczytów czterotysięcznych położonych w centralnej części głównego łańcucha Alp Walijskich.  CZYTAJ DALEJ… 

Relacja filmowa tutaj:

Kolejna jesień w Yosemitach

DCIM129GOPROUczestnicy: Sławek Szlagowski (KW Poznań) oraz Piotrek Sułowski (KW Warszawa), termin 1 października – 4 listopada 2015

Jak co roku głównym celem wyjazdu było nabycie kolejnych  umiejętności we wspinaczce hakowej, pokonanie jednej lub dwóch dróg na El Capitanie w Dolinie Yosemite. Plan został zrealizowany 🙂

W dolinie spędziliśmy  trzy tygodnie. Pierwsze dni upłynęły nam na sportowym wspinaniu w okolicznych skałkach. Po przygotowaniu sprzętu, wody, jedzenia itp. przyszedł czas na Zodiac’a (C3+/A3, 600m). Jest to bardzo znana i popularna linia w prawej części ściany. Pierwszego dnia zaliczamy 7 wyciągów. Po 6-tym wyciągu rozkładamy portaledg’a (to nasza pierwsza noc w tym urządzeniu  i chyba najbardziej komfortowa z pośród wszystkich nocy jakie spędziliśmy do tej pory w wielkiej ścianie :)). Podczas drugiego dnia wspinania udaje nam się przehaczyć kolejne 4 wyciągi (tempo spada wraz ze wzrostem trudności ). Na szczycie meldujemy się po niecałych 3 dniach wspinania (trzeciego dnia byliśmy na szczycie o godzinie 15:00).

Druga i zdecydowanie bardziej wymagająca droga, którą udaje nam się zrobić to Zenyatta Mondatta (A4-, 600m). Pierwsze przejście tej lini należy do legendy Jim’a Bridwell’a w 1981 roku. Ciekawostką jest fakt, że nazwa drogi pochodzi od trzeciej płyty zespołu „The Police”. Wspinanie miało porwać 4 dni (16 wyciągów). Wszystko szło zgodnie z planem aż do 12-tego wyciągu. Pod koniec trzeciego dnia przyszło załamanie pogody, które skutecznie nas unieruchomiło. Ze względu na burzę i obfite opady deszczu nasze przejście przeciągnęło się do 6 dni spędzonych w ścianie. Przez całe dwa dni głównie spaliśmy i zabijaliśmy nudę podjadając. Na nasze szczęście 6-tego dnia się wypogodziło i ściana trochę przeschła. Mogliśmy dokończyć drogę i o świetle czołówek zejść na dół nadrobić stracone kalorie ( batoniki i cały prowiant skończyły się 5-tego dnia).  Na obydwu drogach każdy z zespołu prowadził po 2 lub 3 wyciągi w ciągu dnia, ówcześnie losując przypadające mu wyciągi. Obydwie drogi przeszliśmy bez poręczowania pierwszych wyciągów, co jest powszechną praktyką w Yosemite, a co według nas, istotnie wpływa na styl przejścia.

Po zrealizowaniu głównych celów, czas jaki pozostał nam do odlotu przeznaczyliśmy na wspinanie klasyczne. Zrobiliśmy około 15 jednowyciągowych dróg w Indian Creek (Utah), drogę Fine Jade 5.11a OS 100m na murze The Rectory w Castle Valley (Moab Area) oraz drogi sportowe w Red Rocks nieopodal Las Vegas.

Dziękujemy Polskiemu Związkowi Alpinizmu za wsparcie udzielone naszej wyprawie. Sprzętowo wspiera nas CAMP Polska oraz Rzeszowska Kuźnia Szpeju.

Matterhorn zdobyty północną ścianą!

mat

Spieszę donieść, że w dniu 29 września przeszedłem z Rafałem Waldorfem Zającem drogę Schmidtów na północnej ścianie Matterhorna.

Marcin Woźniak

Marcin najwyraźniej w formie! Gratulujemy kolejnego sukcesu! Jak relacjonuje: „Prawdziwe jaja zaczęły się z zapadnięciem ciemności, po dotarciu na szczyt…”  Więcej przeczytacie tutaj: (pdf)